W zeszly weekend pojechalam z moja przyjaciolka do Berchtesgaden – miejscowosci i gminy handlowej polozonej w Alpach Bawarskich . Nie wynajmowalysmy tym razem noclegow, bo moja przyjaciolka wymyslila, ze bedziemy spac w jej samochodzie. Tak tez zrobilysmy i okazalo sie to swietnym, wyprobowanym juz kilkakrotnie przez nia pomyslem. Samochod ma duzy, z tylu ma szeroki materac, na noc przesunelysmy przednie siedzenia do przodu i miejsca bylo naprawde duzo. Bardzo dobrze sie tam spalo, szyby uchylone. Zaparkowalysmy pierwsza noc w miejscu, gdzie bylysmy tylko my.

Druga noc spedzilysmy pod lasem w miejscu, gdzie jeszcze kilka ínnych samochodow bylo z ludzmi, ktorzy w nich nocowali. Mylysmy sie w potoku, w ktorym woda byla tak zimna, ze jak sie zbyt dlugo stalo w jednym miejscu, to w stopach z zimna czulo sie bol. Najlepiej wiec bylo stac na kamieniu.

Znalazlysmy sie w okolicach Berchtesgaden w piatek po poludniu, a wyjechalysmy w niedziele wieczorem. Nie fotografowalam samego miasteczka, czego teraz zaluje, ale jak je widzialam to mnie jego bogactwo nieco wkurzylo – stad brak fotek. Berchtesgaden sprawia wrazenie cholernie bogatego miasteczka, takiego dla turystow z worami pieniedzy. Sklepy z odzieza na przyklad sprawiaja wrazenie jak dla mnie bardziej luksusowych niz w Paryzu, kazda wystawa jest jak wystawa w galerii sztuki.

Bardzo spodobalo mi sie miasteczko o nazwie Weissach, jezeli kiedys w tamtych okolicach znow zawitam ( a o ile siebie znam – to zawitam) to wlasnie tam sie zatrzymam , najlepiej na kilka dni i chyba raczej sama, zeby miec wiecej czasu na zblizenie z Natura.

Nie spodziewalam sie, ze bedzie az tak pieknie, czyli jak zwykle – bylo piekniej niz przypuszczalam. Przed wyjazdem ogladalam w internecie zdjecia, ale rzeczywistosc okazala sie lepsza.

Wszystkie filmiki znajdujace sie na moim blogu nagralam sama i wstawilam najpierw na youtube, taka mundra jestem ( tylko za kazdym razem na nowo musze sobie przypominac jak to sie robi – to wstawianie najpierw na youtube a potem sciaganie tu .-)) )

Troche czuje niedosyt, bo duzo obejzalysmy, nalazilysmy sie i choc zatrzymywalysmy sie na dluzej tam, gdzie nam sie podobalo to jednak wolalabym sobie pobyc jeszcze dluzej w pewnych miejscach; bez rozmow, po prostu sama z otaczajaca mnie przyroda. W przyszly weekend wybieram sie do ogrodu japonskiego. Jade sama ( choc kilka osob chcialo mi towarzyszyc), ale jednak kontakt z przyroda bez innych osob ma glebszy wymiar – ten, ktorego potrzebuje.

Tegernsee
Tegernsee jeszcze raz
Miejsce, gdzie chodzilysmy sie myc
Woda czysciutka ; az przezroczysta
Nawet mi sie udalo na chwile tak stanac
Most prowadzacy do lasu i „naszego” potoku
Tu zaczynaja sie wodospady z Albachklamm ( to miesjce , gdzie na przestrzeni kilku kilometrow znajduja se mniejsze i wieksze wodospady). Tam spedzilysmy duzo czasu w sobote zatrzymujac sie tam, gdzie nam sie najbardziej podobalo, zjadajac prowiant na kamieniu i przygladajac sie wodospadowi o dwa zdjecia dalej, do ktorego poem podeszlysmy zeby sie ochlodzic, bo upal byl ostry.
Ja przy jednym z wodospoadow
w sobote pojechalysmy tez w Alpy, chcialysmy jechac do Orlego Gniazda, miejsca gdzie mial swoj dom Hitler. Nie mialysmy zamiaru zwiedzac budynku tylko zobaczyc krajobraz z tarasu tego tego budynku. Niestety tam jest tak, ze mozna tylko do pewnego miejsca dojechac samochodem a potem trzeba jechac autobusem a autobusy juz nie jezdzily , bo bylo kolo 17. Wiec przeszlysmy sie troche zeby podziwiac gory.
Königsee
To wciaz jeszcze Königsee, gdzie znalazlysmy sie na koniec dnia ( soboty)
Miejsce niedaleko wejscia do Wimbachklamm
W Wimbachklamm woda nie jest przezroczysta jak w Almbachklamm , tu jest biala i spieniona, ma sie wrazenie, ze plynie szybciej niz w Almbachklamm

Kelheim 18-19 lipiec 2020

Tydzien temu postanowilam odwiedzic Kelheim. Bylam tam dwa razy na przejazdzce statkiem po Dunaju. Ostatni – drugi raz mial miejsce 10 lat temu. Bardzo mi sie tam podobalo, wiec postanowilam znow tam jechac. Zapytalam moja przyjaciolke czy ze mna pojedzie, ta przystala na propozycje natymiast.

Z miasteczka, w ktorym mieszkamy do Kelheim jedzie sie samochodem 2 godziny. Kelheim znajduje sie w dolnej Bwarii nad kanalem Menu i Dunaju.

Po przyjezdzie do miasteczka zaparkowalysmy niedaleko miejsca skad wyrusza statek. Statek plynie do Klasztoru „Kloster Weltenburg” zbudowanego w latach 1716-1739. Klasztor posiada restauracje i wlasny browar. Turysci plyna statkiem do klasztoru, najadaja sie i albo plyna statkiem z powrotem do miasteczka albo wedruja ladem. Jedzenie jest tam dobre, ale takie dosc tlustawe, co zreszta jest tu typowe, no i dosc dlugo trzeba czekac na osluge, bo ludzi zawsze mnostwo. Kupujac bilet na statek ” w te i we wte” nie jest sie zobowiazanym plynac o konkretnej porze, mozna zabawic w klasztorze i ok0licach ile sie chce i wrocic np. ostatnim rejsem. Postanowilysmy nie schodzic na lad ( bo w maseczkach wsrod tlumu, do tego w upal to zadna atrakcja), tylko pozostac na statku i plynac nim z powrotem.

Po rejsie poszlysmy do miasteczka na lody, potem chcialysmy sie rozejrzec gdzie jest hotel, w ktorym zarezerwowalam nocleg, ale jedzac lody podczas lazenia po miasteczku przypadkiem na ten hotel natrafilysmy. Hotel nazywa sie „Dormero” , znajduje sie w srodku miasta, ale pokoj mialysmy od strony gdzie bylo cicho. Ceny przystepne, obsluga o.k. pokoj z podwojnym wielkim lozkiem i lazienka z prysznicem. Czysto i super. W lazience w wyposazeniu oprocz kubkow do mycia zebow, szamponu i zelu do kapieli tampony, paleczki do uszu, waciki i nawet dwa kondomy. Tych ostatnich nigdy w zadnym innym hotelu poza tym nie uswiadczylam . Sniadanie kiepawe bo pakiet z roznosciami, ktorych polowy nie jadam, ale coz, z powodu wirusa nie bylo stolu szwedzkiego jaki mial byc.

Po zameldowaniu sie w hotelu poszlysmy do biura informacji turystycznej po prospekty. Tego samego dnia pojechalysmy jeszcze do Befreiungshalle, ktora byla juz zamknieta, wiec postanowilysmy ja odwiedzic nastepnego dnia. Ale w prospektach znalazlysmy cos, czego sie nie spodziewalam: dwa budynki w stylu mojego ulubionego malarza i architekta Hundertwasser, w Abensberg – miejscowosci niedaleko Kelheim . Budynki zachwycily mnie – jak wszystkie jego dziela swoja kolorystyka i forma. w „KunstHaus”, czyli Domu Sztuki ( drugim z budynkow w stylu Hundertwasser ) znajduje sie sklepik, w ktorym kupilam sobie torbe z kopia jego obrazu.

Moge smialo powiedziec, ze podroze daja niesamowite niespodzianki, Tak naprawde kazda z moich podrozy, czy to dluzszych czy krotszych zawierala w sobie jakas mila niespodzianke; za kazdym razem otrzymuje wiecej niz oczekuje, moze dlatego kocham podroze…

Dlatego tez za kilka dni nastepna krotka podroz, z tego powodu chcialam dzis ( kiedy po Kelheim mam chwile czasu ) umiescic zdjecia, bo za kilka dni wstawie zdjecia z nastepnej podrozy.

Na wzgorzu widoczna Hala Wyzwolenia – „Befreiungshalle”
Kloster Weltenburg
Befreiungshalle z bliska. Budynek ten zostal postawiony w 1836 roku przez krola Ludwika 1 dla upamietnienia walki wyzwolenczej spod panowania Napoleona.
Ja w srpdku hali. Anioly trzymaja tarcze z napisami dotyczacymi konkretnych walk z wojskami Napoleona – wlasnie robie maly filmik, ktory moze jutro uda mi sie tu umiescic. Hala robi ogromne wrazenie, Bedac w jej srodku czuje sie WOLNOSC I PRZESTRZEN. To moje indywidualne odczucie.
Nad kolumnami nazwy bundeslandow, wsrod nich Szczecin i Gdansk
Napis na podlodze hali
Sufit hali
Aniol i ja
Zewnetrzny taras hali
Widok z wyzszego tarasu hali
Widok w drodze z hali na statki , czyli na miejsce gdzie poprzedniego dnia odbylysmy maly rejs ( 40 minut w jedna strone , z powrotem 20, bo z pradem rzeki)
Taka atrakcja artystyczna w rzece w parku w Kelheim
Wejscie do ogrodka piwnego w Abensberg, w stylu Hundertwasser
Murek wokol ogrodka piwnego – wewnatrz podworza, oczko wodne i mur w stylu H.
Dom Sztuki ( Abensberg) z zewnatrz
Ten sam budynek od drugiej strony
Sklepik we wnetrzu budynku
Busik w podworzu Domu Sztuki

Torba, ktora tam sobie kupilam. Mam juz jedna z kopia innego obrazu Hundertwasser kupiona w jego muzeum w Wiedniu, ale ten obraz tez lubie no i przede wszystkim ten napis ( wiec ja kupilam). Napis w tlumaczeniu: „Linia prosta jest bezbozna i niemoralna”.

Hundertwasser tworzyl w Wiedniu, gdzie budynki sa bardzo kanciaste, linie proste i sterylnosc – takie robia wrazenie. Hundertwasser sprzeciwial sie tego typu architekturze, jego budynki sa jak te powyzsze – kolorowe, powykrzywiane, faliste itd. Uwielbiam tworczosc Hundertwasser, zadziwiajaca osobowosc juz niezyjacego artysty ciagle mnie zachwyca, czytam ksiazki o nim, ogladam filmy video, bylam raz w Würzburgu na wystawie jego tworczosci i dwa razy w Wiedniu w jego muzeum i budynku zbudowanym wedlug jego planow.

Bad Urach, Lipiec 2019

W zeszlym roku wyjechalam na kilka dni do uroczej miejscowosci Bad Urach.

To piekne miasteczko lezy w bundeslandzie Baden Württemberg w Niemczech. Nie pamietam juz w jaki sposob – pewnie przez interenet dowiedzialam sie, ze znajduje sie tam wodospad. To wystarczylo, zebym kilka wieczorow spedzila na zdobywaniu informacji na temat tego miejsca, mozliwosci noclegu itd.

Miejsce okazalo sie urocze i nocleg wybralam naprawde spoko; mialam jechac z przyjaciolka, ktora w ostatniej chwili wystawila mnie do wiatru wiec pojechalam sama. Na miejscu okazalo sie, ze musze przez to zaplacic podwojnie za nocleg, ale poniewaz bylam w nastroju urlopowym i nie chcialam sie przejmowac czymkolwiek to przystalam na podana cene, czego zreszta nie zalowalam, bo w porownaniu z cenami noclegow w hotelach i tak bylo o.k. Nocowalam w domu, w ktorym mieszkal 85 letni czlowiek, ktory odziedziczyl ten dom po rodzicach i po tulaczce po swiecie tam powrocil. Przez ostatnie lata przed jego powrotem zyl tam jego brat z zona, ale oboje umarli. Nocowalam w ich sypialni, (na to wygladalo), ale wcale mi to nie przeszkadzalo, wrecz przeciwnie; czulam sie jak mile widziany gosc.

Z dziadkiem od czasu d czasu zamienialam kilka slow kiedy spotkalam go w ogrodzie lub we wspolnej kuchni. On mieszkal w jednej czesci domu, ja w drugiej. Dopiero ostatniego dnia, kiedy po sniadaniu siedzialam jeszcze na tarasie, bo mialam sporo czasu jeszcze do pociagu , wywiazala sie miedzy nami bardzo interesujaca rozmowa. Okazalo sie, ze to bardzo inteligentny i przemily czlowiek ( ze mily to juz wiedzialam). Rozmowa byla bardzo serdeczna, szczera i absolutnie nie plytka. Pozostawila we mnie wtedy na chwile troche smuteczku. Ten czlowiek zdawal sobie sprawe z tego, ze za kilka lat, kto wie, czy nie szybciej, wyladuje w domu seniora. Jeszcze sobie radzil sam, ale byl swiadomy tego, ze pewnie nie dlugo, a ja pracuje w domu seniora i wiem jak to wyglada… Taki kontrast z tym, jak on tam zyl ( lub zyje albo tez juz nie – nie znam dalszych jego losow). Tak wiec urocze miasteczko, piekny dom i ogrod, przemily starszy czlowiek, ktorego Duszy wlasnie przesylam swiatelko 🙂

Zdjecia niezbyt dobrej jakosci, bo robione poprzednia komora, ktora chetnie zmienilam na nowa.

A koniec dwa filmiki wodospadu, duzo lepszej jakosci, bo zrobione komora znajomego, ktory mnie tam odwiedzil. To byla pozegnalna wedrowka do wodospadu z nim – moim „przyszlym niedoszlym „.

Dobrze, ze przyjechal, bo sama bym tego wodospadu nie znalazla na pewno, a on mial appa, ktory nas prowadzil przez gorzysty las.

Do Bad Urach pojechalam pociagiem, przy stacji kolejowej znajduja sie tam takie boksy, ktore mozna wynajac na rowery. Nigdzie indziej takich boksow nie widzialam, wiec zrobilam fotke. Moze w Bad Urach czesto rowery kradna? Nie wiem.

Idac piechota wchodzi sie do miasteczka przez te brame przyzamkowa
Rynek z Ratuszem ( budynek z zegarem)
Moja ulubiona kawiarnia
Milusna dekoracja przed jakims sklepem. Motyw owcy czesto w Bad Urach wystepuje, kiedys hodowano tam bardzo duzo owiec, teraz oczywiscie mniej, ale w restauracjach dania z miesa owcy sa tam normalka ( nawet nie probowalam).

Budynek z imieniem, nazwiskiem i zawodem dawnego wlasciciela. W Niemczech widac ludzie byli bardzo ze swoich zawodow dumni, bo na cmentarzach sa stare groby, na ktorych napisy informuja tez o wykonywanym zawodzie, np. „Mistrz piekarz” albo „mistrz zlotnictwa”. Troche mnie to bawi. Lubie chodzic na cmentarze , bo fajna tam atmosfera. Usmiecham sie zawsze na widok takich napisow, bo to tak, jakby ci ludzie chcieli te dume dotyczaca zawodu ze soba do grobu zabrac…

Na tym tarasie jadlam sniadania, ktore sobie sama przyzadzalam. Dziadek mieszkal w drugiej czesci domu, widywalismy sie przez chwile we wspolnej kuchni, kilka zdan czy wszystko w porzadku i takie tam.

Wychodzil w czasie gdy robilam sniadanie zostawiajac dom na „moja pastwe”.

Takie widoczki z tarasu

To juz w ogrodzie w drodze do potoku, ktory plynal na brzegu dzialki

Moje ulubione miejsce nad potokiem. Bylo cholernie goraco a woda w potoku zimna jak sk… , albo lezalam na lezaku czytajac ksiazke albo lazilam powolutku po potoku w „te i nazad”
Ten motyw na moim blogu czesto sie powtarza :-))
Raz odwiedzil mnie taki Ktos

Cmentarz u podoza gory, najpiekniejszy cmentarz, jaki widzialam. Poszlam tam, bo przyjaciolka prosila mnie o odnalezienie pewnego grobu i przeslanie jej jego zdjec. Jej syn odziedziczyl cos po czlowieku, ktory tam spoczywa i zalezalo jej, zeby miec zdjecia tegoz miejsca. Cmentarz zauroczyl mnie a tyle, ze spedzilam tam kilka godzin lazac i medytujac.

Jeszcze raz zdjecie tego zamku na poczatku miasteczka.

Wstawilam dzis te dwa filmiki na youtuba zeby nie zajmowac miejsca bloga na to. Nauczylam sie tego jakis czas temu, jestem z tego bardzo dumna :-))

Wodospad od dolu

Wodospad od gory

GöSWEINSTEIN, czerwiec 2020

10 czerwca wyjechałam na kilka dni do mojego ukochanego miasteczka we Frankonii Szwajarskiej w Niemczech. Uwielbiam to miasteczko i jeżdzę tam przynajmniej raz w roku. Tym razem była to pierwsza podróż od kilku miesięcy ( od wyjazdu do Portugalii), jako, że pandemia wirusa nie pozwala na wyjazdy o jakich marzę. Kilka dni odpoczynku w Gösweinstein spowodowało napływ energii i siły. Znajduje się kosciół – Bazylika, który jest miejscem pielgrzymek . Podobno miały tam miejsce uzdrowienia. Nie jest to może na skalę Czestochowy ale jest to miejsce bardzo znane.

Poza tym z książek Fosar i Bludorf – pary fizykow i ezoteryków wiem, że w tej miejscowości, właśnie w punkcie gdzie zbudowano Bazylike, przecinają się linie siły planety ( „Ley- Lnien” lub tez „Leylinien”). Jest to więc miejsce mocno energetyczne. To daje się odczuc; każdy pobyt tam to wspaniały odpoczynek i medytacje tam są samoistne. Stan medytacyjny utrzymuje się długo.

Bazylika i Zamek, czyli to, co w Gösweinstein najbardziej znane
Zródełko przed murem Bazyliki
Wejście na schody Bazyliki z lewej strony
Główne wejscie
Kiedy stoję przed ołtarzem w miejscu, gdzie jest to okrągłe malowidło na suficie to samoistnie wchodzę w medytacje i nie mam ochoty z tego miejsca odchodzic
Ołtarz z bliska
Zabytkowe organy
Kapliczka z tyłu Bazyliki, w podwórzu
W kapliczce jak to zwykle bywa mozna nabyc swieczke i zapalic ją w jakiejś intencyi
Z lewej strony kapliczki znajduje sie to wyjsce prowadzace w interesujące miejsca górsko – lesne. Droga do tych miejsc zawiera stacje Chrystusa, nie umieszczam zdjęc tych stacji bo akurat to mnie mało interesuje jak i krzyż, ktory tam sie na wzgórzu znajduje, to co mnie interesuje zapodaje poniżej
Górski teatr. Nigdy nie obejrzałam tu żadnej sztuki, chociaż bylam w Gösweinstein juz dziesiatki razy, akurat nic nie grano niestety. Tym razem wyglada na to, że wkrótce cos bedzie , bo inaczej ławki bylyby odśrubowane i zostałyby tylko metalowe podstawy jak to czesto bywalo. To miejsce bardzo lubie.
Dalej w kierunku powrotu do głównej uliczki

Wąska boczna uliczka w bok od ulicy glównej

Budynek dawnej poczty
Hotel z restauracja naprzeciwko Bazyliki. Na tym tarasie zazwyczaj jem ciasto, napyszniejsze w Gösweinstein. Polecam makowe albo rabarbarowe z bezą .

Sklep z biżuterią i kamieniami, niestety zdjęcie zrobione tuż przed zmrokiem i takie zamglone dlatego

Glowna ulica z progu pensjonatu, w ktorym sie zatrzymalam

Z głównej ulicy widac juz skały zapraszające do wędrówki w pięknych okolicznościach przyrody…

Kiedy się idzie malą uliczką do zamku i skreci w lewo w las to dochodzi sie do miejsc poniższych

Miejsce nad wielką przepaścią, w którym robię zazwyczaj piknik , czasem sama, czasem z przyjaciółmi. Tym razem bylam w Gösweinstein sama, bo akurat tego potrzebowałam i chciałam odwiedzic stare katy więc piknik nie był mi w głowie

Droga do mojego ulubionego miejsca czyli do „Wagnershöhe”
Przed wejściem na Wagnershöhe , pod ta jabłonką znajduje sie to Moje Ulubione Miejsce Świecie
Wagnershöhe, Podobno był tu Wagner i spodobał mu się tu widok z góry. Na czesc tego wydarzenia nazwano to miejsce jego nazwiskiem i zbudowano tę budkę. Myslę, ze zachwycił się tam zachodem słońca, bo ja sie tym tam zachwycam. Tym razem jednak tylko raz był zachód słońca, który mnie zachwycił, zeszta pokażę jego zdjęcia troche dalej.
Wyjscie z Wagnershöhe
Kiedy byłam pod daszkiem Wagnershöhe padał deszcz, gdy wyszłam to obok Bazyliki pokazała się piękna tęcza, ktora niestety jak to tecza – na zdjeciu nie wychodzi tak pięknie
A teraz początek obiecanego zachodu słońca. Zaczynało sie niepozornie, tylko chmury zwiastowały, że moze byc jakos zajebiscie
Coraz bardziej pomaranczowo i z prawej strony zaczynała napływac mgła, podażając w stronę słońca, znajdujacego się z lewej
Słońce powoli opadało w mgłę
Opadało
opadało
opadało
aż sie głupie we mgle utopiło. A takie było piękne – i po co mu to było, temu słońcu…
To zdjęcie zrobiłam z tajemnego miejsca, do ktorego trzeba przejsc po skałach nad przepascia, dosc nebezpieczne przedsiewzięcie, zwłaszcza, że było to po deszczu i po tym pięknym zachodzie słonca, wiec akcja musiała sie odbyc szybciutko
Zamek juz po zejsciu do uliczki
To w innym zakątku miasteczka, ( nastepnego dnia), stromy podjazd do budynku, w ktorym chciałabym mieszkac. Na zdjęciu nie wyglada to tak stromo, ale jest
Którys z tych balkonów razem z mieszkaniem powinien byc w przyszłosci mój, tak to widze

Ostatni dzien pobytu, przed południem, w Moim Ulubionym Miejscu na Świecie. Jak sie dobrze wsłuchacie to usłyszycie to, co mnie zachwyciło; jeden ptak spiewa a drugi , chyba mniejszy, odpowiada mu tą samą melodią, taki dialog prowadzili przez jakiejs 40 mnut.

Ponieważ czułam sie w Gößweinstein szczesliwa, to postanowiłam zabrac stamtąd cos, co jest żywe, co bede mogła codziennie z przyjemnoscią oglądac i przypominac sobie chwile tam spędzone. Kupiłam wiec u ogrodnika drzewko szczęscia, które stoi sobie teraz u mnie na parapecie i swietnie spełnia daną mu rolę.

Wielkanoc

Swieta wielkanocne. Jestem niewyspana, zmeczona. Poszlam dzis do pracy dobrowolnie ( mialam miec wolne) i moze to byl blad. Robie czasem takie rzeczy, bo wazne jest dla mnie aby innym ludziom zrobic przysluge, a potem zastanawialam sie czy warto, potem…

To moje jajko wielkanocne na zdjeciu pokazuje kierunek, do ktorego zdecydowalam sie dazyc. Decyzje podjelam wczoraj. Kocham mininalizm i praktycznosc a otaczam sie wieloma, zbyt wieloma przedmiotami w duzym mieszkaniu zawezajac swoja przestrzen, wiec bede krok po kroku dazyc do mininalizmu. Pozdrawiam wszystkich i zycze milego dnia swiatecznego dzis i jutro ( i na wieki wiekow , Amen) 🙂

Obecnie

Obecnie troche sie zniechecilam do tego bloga trudnosciami technicznymi, ale za jakis czas znajomy mi pomoze, do tego czasu bede walczyc sama. Mialo byc tak latwiutko na wordpress a tu d… nie radze sobie z wieloma rzeczami, wyglad nie jest taki jakiego bym sobie zyczyla i nie wiem, jak rozwiazac niektore problemy techniczne, ale co tam, narzekanie nic nie zmieni.

Tutaj w Niemcowie mozna dzieki Bogu chodzic do lasu czy parku i korzystam z tego poki mozna ( bo kto wie, jak bedzie dalej). Jezdze duzo rowerem, bo mi brakuje podrozy i te male wycieczki rowerowe to taka ich namiastka. Dziwna sprawa z tym obecnym „korona- czasem”. Na koniec lutego wracalam z Portugalii do Niemiec. Jadac z dwoma osobami, ktore ze mna tam byly do lotniska w Faro powiedzialam cos, co czulam , a mianowicie : „czuje, ze moje zycie bardzo sie zmieni, nastapia jakies mocne zmiany. Z logicznego punktu widzenia nie widze mozliwosci zmiany a jednak wiem, ze to nastapi”.

Moj tryb zycia do wyjazdu do Portugalii byl szalony, ale nie widzalam wyjscia z tego kolowrotka, bo malam – mam , cel i zeby do niego dotrzec musialam toczyc wariackie zycie pelne pracy az do przesady. Przyjechalam do Niemiec, pare dni pobytu i na dwa tygodnie wyjazd do Polski, wrocilam do Niemiec po kilku dniach, bo rozpetala sie panika wirusowa. Wrocilam w „ostatniej chwili”, dwa dni pozniej bylo juz ciezko wyjechac. Ja nie zmienilam mojego zycia, zrobil mi te przysluge wirus, ktory rozprzestrzenil sie po swiecie. Dzieki tej sytuacji znow zaczelam medytowac, to wyciszenie dobrze mi robi. Jestem uwazana za osobe bardzo towarzyska, a ja lubie towarzystwo przez chwile, wtedy jestem w swoim zywiole , ale moj mocniejszy zywiol to przyroda i cisza , w ktorej jedyne dzwieki to dzwieki natury, najlepiej wody oczywiscie.

Jak tylko minie ta cala wirusowa sytuacja to pojade gdzies do wodospadu. Znow potrzebuje dzwieku i sily wody, tej mocy, ktora wtedy czuje , gdy stoje przy wodospadzie, przy morzu czy oceanie. Teraz rzeka mi to zastepuje i to daje mi radosc.

Za jakis czas chce zrobic zbior moich fotek ulubionych wodospadow. A obecnie jest jak jest.

Postanowilam zalozyc bloga o miejscach, ktore zrobily na mnie duze wrazenie. Teraz panuje na swiecie wirus, nawet mi sie nie chce jego nazwy pisac, pomyslalam wiec, ze zamiast sie zajmowac tym, ile osob zarazonych jest na swiecie czy w Polsce skad pochodze, czy w Niemczech gdzie zyje, to zajme sie tym, co w ostatnich latach mocno na mnie wplynelo – moimi podrozami. Moja ostatnia podroz- urlop – to byla Portugalia, Algarve.

To wspomnienie pozostalo we mnie na zawsze

Medytacja przy wschodzie slonca w moje urodziny.

Wiem, ze filmik podobny do poprzedniego, bo w tym samym miejscu robiony tylko troche wyzej na skalach

A tu zachody slonca

To ten sam zachod slonca co powyzej

Flamingi, w miejscu, gdze wiele rodzajow ptakow spotyka sie raz w roku. Teren przyrody chroniony, wiec mozna tylko z daleka sie przygladac i fotografowac, dlatego tak niewyrazne zdjecie.
Drzewo korkowca
Bardzo intensywnie i pieknie pachnace krzewy. Zdaje sie, ze nosily nazwe maciejki lakowej, pachnialy podobnie jak maciejka rosnaca w ogrodach
Wcale nie wiem jak sie to zwie, ale mnie zachwycilo
Ja w drodze na joge na plazy
Z moja wspollokatorka, wspaniala osoba, niesiemy cos do rozpalki w kominku: ona szyszki a ja kore eukaliptusa

Takie widoki tez byly, las wygladal jak po spaleniu

Latarnia morska z daleka, ponizej z bliska

Najbardziej znana jaskina w Algarve: Bengalil Cave

To moj filmik z podrozy lodzia motorowa po oceanie. Wstawilam ten flmik na youtube a potem sciagnelam tu. Teraz tak bede robic, bo przynajmniej film nie stoi na glowie i nie zajmuje duzo miejsca.
Kolacja pozegnalna
Ostatni wschod slonca, kilka chwil przed odjazdem. Tym razem wschod slonca byl pochmurny, wietrzny i malo radosny, jakby tak mialo byc w zwiazku z wyjazdem .-))

Kilka malych „skarbow” zakupionych na lotnisku.

Indie

Bylam w Indiach dwa razy, za kazdym razem wyjechalam stamtad z innymi odczuciami.

Tutaj wstawiam zdjecia z mojej pierwszej podrozy do Indii, z 2013 roku.

Indie oczarowaly mnie przede wszystkim tym, ze tam wszystko jest inne niz w Europie, zycie jest proste, czasem wydaje sie wrecz prymitywne. Ludzie mili i goscinni, mimo ubostwa, w ktorym zyja nie sprawiaja wrazenia nieszczesliwych ( choc na pewno jest takich masa a nie mialam z nimi stycznosci, nie sposob wierzyc, ze jesli zyja w ubostwie i np. chorobie to sa szczesliwi).

W pamieci pozostaly mi obrazki, sytuacje , ktorych nie sfotografowalam, gdyz jakas czesc mnie nie byla w stanie. Na przyklad: jechalismy jeepami przez dzungle, po obu stronach drzewa, po prawej dzikie krowy, takie mocno owlosone , a nasze jeepy mija kobieta. Ubrana jest w piekne ( choc syntetyczne) sari, jest naprawde piekna, na glowie ma kosz z odchodami krow, obok idzie jej dziecko. Z tego co wiem odchody krow sa tam wykorzystywane nie tylko do rozpalki ale tez do robienia czegos w rodzaju ” terakoty”.

Kobiety swieze odchody formuja w kule, ktore splaszczaja , wycinaja ksztalt i susza w sloncu, potem sie z tego robi chodnik przed domem. Tak, babranie sie w gownie to tam praca kobiet. W pewnym momencie moj wzrok napotyka wzrok kobiety i czuje cos, co jest trudne do pisania: to duma polaczona ze wstydem, niesamowite polaczenie i niesamowity kontrast obrazu: dzungla, dzikie krowy , gowno w koszu na glowie kobiety i piekno tej osoby, jakis rodzaj wynioslosci w tej calej sytuacji. Nie potrafilam nacisnac na guzik aparatu fotografcznego…

Nastepna sytuacja: ide przez zakurzone miasto, po lewej stronie w otwartych drzwiach widze krawca, jego stol, na ktorym znajduje sie maszyna do szycia jest ustawiony bezposrednio w otwartych drzwiach. Cale pomieszczenie jest malutkie, do polowy bedace piwnica;po prostu suterena bez oswietlenia. Za plecami krawca sterty ciuchow, , tego co juz uszyl pewnie – to juz cale pomieszczenie. Za oswietlenie sluzy krawcowi swiatlo z zewnatrz. Znow nie potrafilam zrobic zdjecia.

Ktoregos razu idac z samego rana do pociagu na dworcu niechcacy wdeptuje na przykrycie spiacego tam na ziemi czlowieka, budzi sie przestraszony, rozczochrane wlosy, posklejane, klnie , jest wsciekly. Jest mi przykro, ze go przestraszylam, wiem, ze widok jego twarzy po obudzeniu bylby swietnym moytwem do zdjecia, ale tez wiem, ze trzeba miec jakies zasady, nawet jak sie bardzo lubi fotografowac, zreszta kto wie, czy nie oberwaloby mi sie w tym przypadku.

Podczas tego pobytu zrobilam tylko jedno zdjecie dziewczynki, ktora byc moze jest zebraczka, poza tym zadnych innych dzieci, ktore zebraly nie fotografowalam, znow zabraklo mi odwagi ( choc pewnie by sie chetnie daly sfotografowac za kase, ale mimo to nie zdecydowalam sie).

Raz jechalismy autobusem przez kanion, z jednej strony piekny widok zachodzacego slonca, po druguej stronie pracownicy uliczni siedzacy , wpatrzeni w zachodzace slonce, sprawiajacy wrazenie, ze medytuja.

Kiedys przejezdzalismy obok boiska, gdzie mlodzi grali w pilke a wsrod kurzu na brzegu siedzial starszy czlowiek i medytowal, przy calym tym rozgardiaszu i w kurzu, z zamknietymi oczami, ze skrzyzowanymi nogami.

Poniewaz mam biala cere to czesto ktos chcial sie ze mna fotografowac, to bylo dosc uciazliwe, ( podobno jednym z najlepiej sprzedajacych sie produktow sa tu kremy wybielajace skore), starsze kobiety wychodzace ze swiatyni dotykaly naszych dloni, potem dowiedzielismy sie, ze dotkniecie bialego czlowieka przynosi szczescie.

Po powrocie z Indii wprowadzilam zmiany w moim zyciu, zakonczylam prawie 10 letni zwiazek ( co juz od dawna chcalam zrobic) i pozbylam sie wiekszej czesci przedmiotow. Tak mnie zauroczyla prostota zycia w Indiach, ze zostalam z niewielka iloscia rzeczy, w ostatniej chwili wyprowadzajac sie z mieszkania wspolnie wynajmowanego z bylym partnerem oddalam mu nawet odkurzacz ( no bo przeciez mieszkanie mozna zamiatac). Potem dlugo, powoli kupowalam rzeczy, ktore jednak byly mi potrzebne . W aszramie w Indiach mieszkalam w pokoju, ktory dzielilam z jedna a czasem kilkoma innym kobietami , mialysmy wspolna lazienke, w pokoju byly tylko lozka. Nie bylo stolikow, szaf ani nic poza lozkami, uznalam to za wystarczajace. Jednak po powrocie do Niemiec po jakims czasie doszlam do wniosku, ze az tak prosto zyc to ja nie chce.

Na terenie aszramu, jedno z miejsc medytacji i spiewow

Drzewo na terenie aszramu, nie wiem jak sie zwie
Budynki mieszkalne w aszramie, gdzies tu po srodku na pierwszym pietrze mieszkalam przez jakis czas
tak sobie ktos suszyl ubrania
To nasz pokoj z pelnym wyposazeniem , zdjecie niewyrazne ale nic to
Dzieci w aszramie medytujace z samego rana. Na terenie szramu znajduje sie szkola i internat dla dzieci.
To tez na terenie aszramu, dalam tym dzieciom cukierki i zrobilam zdjecie. Dzieci szybciutko rozpakowaly cukierki a papierki zucily na ziemie, tak tam sie robi niestety, nie dziw , ze w Indiach syf, na terenie aszramu te papierki zostana sprzatniete, tam jest czysto, ale poza aszramem wszedzie duzo smieci.
Chetnie fotografowalam dzieci, bo sa piekne
Gniazdo termitow w poblizu aszramu, to byla pora kiedy one spia, ale trzeba bylo zachowac ostroznosc
Chatka niedaleko szramu, przy polu. Zauroczyla mnie prostota, na zewnatrz nieopodal staly dwa splecione z galezi lozka,
To juz w miesice, moim ulubionym, Dwarce. Dwarka jest miastem, w ktorym podobnozyl Kryszna. Znajduje sie tam najwieksza swiatynia Kryszny, w ktorej tez bylam ale jej nie sfotografowalam bo wkurzylo mnie to, ze ciagle bylismy nagabywani przez handlarzy kwiatowych girlandow, z ktorych skladalo sie ofiary, calosc sprawiala na mnie bardziej miejsce jarmarku niz swiatyni.
Krowy, niby swiete, ludzie wierza, ze tam krowy sa otaczane czcia, ale jak widac ta czesc polega tylko na tym , ze wolno im lazic po miescie ale jakos nie wygladaja na dobrze odzywione
Na korytarzu luksusowego hotelu, w ktorym nocowalismy w Dwarce
To chyba jakies resztki swiatyni albo co, nad brzegiem oceanu
To byla jakas pielgrzymka, szli przez miasto, spiewali i tanczyli
Sprzedawca soku z trzciny cukrowej, wspanialy napoj, podawany z kosta lodu i sokiem z limonki
Uliczny sprzedawca czaju – czarnej herbaty z mlekiem i przyprawami
To na parkingu, gdzie stal nasz autobus. wszedzie w miescie dzikie krowy, psy i dzikie swinie, jak wszedzie jest dobre miejsce na „milosc”, w tym przypadku jednak nie udalo sie jej im skonsumowac, najprawdopodobniej z powodu niedopasowania anatomicznego :-))
Pombandar w Gujaracie. Ta czesc budowli to muzeum posiecone Mahatmie Ghandi, poniezj sam dom, w ktorym on mieszkal
Wygladam dosc smutno, bo po wyjsciu z budynku poplynely mi lzy, dopiero tam zrozumialam kim naprawde byl i co zrobl Ghandi, do tej pory ta postac byla mi znana tylko troche z mediow
Tu znowu „z innej beczki”, zostalismy zaproszeni w odwiedziny do pewnej bogatej rodziny, zbudowano dla nas te brame. byly spiewy, jedzenie i na koniec zostalismy obdarowani szalami, girlandami z kwiatow a kazda kobieta dostala jeszcze roze.
Catering z obsluga, przygotowano to dla nas jako gosci honorowych
To wejscie do ogridu tej rodziny, zdjecia ponizej to impresje z ogrodu
Banany rosna jak widac inaczej niz mozna by bylo przypuszczac
te kwiaty pachnialy niesamowicie slodko, z tego co pamietam podobnie donaszego jasminu
Tak wygladaja tam luksusowa kible, jest kran w scianie ale jakos nie widze metalowego kubka, mysle, ze gdzies tam byl, bo normalnie nawet w obskurnych kiblach jest kran z woda i kubek, bo przeciez papieru toaletowego sie tam nie uzywa
Prystojniacy, patrzyli na mnie jakbym byla jaks pieknoscia, widac blada twarz takie robi tam wrazenie :-)) Najpier przejechali obok autobusu, potem znow sie znalezli niedalekiej odleglosci od szyby, przy ktorej siedzialam.
Nastepni przystojniacy
A to zabezpieczenie przeciwpozarowe przy stacji benzynowej
Zostalismy zaproszeni na wesele. Tu sie ono potem odbywalo.To byly dwa wesela. Slub bralo dwoch braci, podwojne wesela sa tansze. Ci chlopcy przed slubem przyszli do nas do aszramu i mieli wielka prosbe, abysmy sobie z nimi daly zrobic fotki, bo potem biora slub i juz nie bedzie mozliwe fotografowanie sie z obcymi kobietami. Powiedzieli, ze ich malzonki zostaly wybrane im przez rodzicow, oni jeszcze ich nie znaja. pare godzin pozniej bylismy swiadkami tych slubow, hm….
Bardzo mi bylo zal tych kobiet, szczegolnie tej z prawej, byla mlodziutka, tej nocy miala isc do lozka z tym facetem obok.
Wiejscy muzycy weselni
Ta dziwczynka stala przy ulicy podczas gdy muzykacni grali dla panstwa mlodych. Wygladala na zawstydzona. Potem byla z matka w Aszramie, najpierw myslalam, je to chlopiec, ale w Aszramie miala kolczyki.Zafascynowala mnie jej twarz, nie lubila byc fotografowana, jej matka probiwalam ja osmielic. Inne jej zdjecia nie sa tak dobre jak to. Kto wie, czy nie jest juz zamezna.
Wieczorem pojawili sie w aszramie ludzie z powyzszego wesela, tancerki , nam pomalowano rece jak sie to zazwyczaj robi, przyniesiono sari, moglysmy sobie wybrac, zalozyc i swietowac z nimi ( nie mialam wielkiego wyboru, bo sari dobiera sie wedlug wielkosci gornej czesci, takiej koszulki najpierw to musi pasowac a potem dobiera sie reszte, te ktoremi sie podobaly byly za duze wiec musialam wziac to), Drapowanie sari jest bardzo skomplikowane, jest pod tym halka z plotna, zamiast gumki ma sznur, ktory sie zawiazuje a material sari sie wciska za ta halke, calosc jakos nie bardzo chciala sie na mnie trzymac i podczas tanca grozilo to rozpadnieciem, wiec nie moglam pousza sie swobodnie bo im bardziej to poprawialam tym bardziej sie rozpadalo
Tanczy sie tam w kolku. Tanczy sie i klaszcze , uwazam sie za dobra tancerke ale tego tanca ni cholery nie pojelam, bylam jedna z nieiwelu, ktore tanczyly na wlasna modle
Nastepnego ranka piekne tancerki przyszly zrobic sobie zdjecia z bladymi twarzami. Wygladam tuprawie jak matka boska
To jedzenie w dobrym hotelu w dzungli gdzie nastepnym rankiem przed wschodem slonca wyruszylismy na safari
Moje ulubione, kulki z grysiku w marynacie rozanej albo kokosowej tym razem
Juz na safari, wyroszylismy jeszcze jak bylo ciemno, dojechalismy do tego miejsca, gdzie zwierzeta przychodza zeby sie napic, niestety tym razem poszly sobie gdzies indziej chyba
Wschod slonca nad wodopojem
Nareszcie udalo sie zobaczyc lwa.
Wieczorem zrobiono dla nas przedstawienie, niby dzicy tubylcy tanczyli swoje tance. Ptem sie okazalo, ze nie tacy dzicy, bo niektorzy z nich byli naszymi kierowcami jeeepow na safari
Odwiedziny u jakiegos bogatego Maharajy, goscia, ktory jest tam uwazany za swietego, pochodzi z bardzo bogatej rodziny, zalozyl szkole z internatem dla chlopcow z bogatych rodzin, to wszystko znajduje sie w tym ogromnym budynku. Ten facet zaprosil nas na rozmowe. Spotkanie z nasza grupa odbylo sie na w jego ogrodzie, on siedzial na pieknej hustawce a lkaje wachlowali go liscmi palmowymi. My siedzielismy na materacach na kolanach. Calosc byla dla mnie swego rodzaju cyrkiem i przepych tego miejsca w poownaniu z bieda mieszkancow miast, przez ktore przejezdzalismy mocno mnie wkurzyla. Ale tak tam jest – kontrasty.
Medytujacy w tej szkole chlopcy
Budynek w´o wschodzie slonca
Budynek od innej strony
Mur otaczajacy posiadlosc
przy wejsciu do budynku w pierwszych mocniejszych promieniach slonca
To juz inna podroz, zwiedzanie swiatyni w gorach, dlugo jechalismy tam autokarem serpentyna w gore. Swiatynia z jasnego marmuru,zrobila na mnie ogromne wrazenie, jest to wwlasciwie kompleks swiatyn, podobno jest budowana od 600 lat, ciagle cos przybywa
A to znowu odmiana, bar. Jechalismy zwiedzac swiatynie Ellora i Ajanta w gorach . Kierowca naszego wynajetego samochodu tu sie zatrzymal, Pewnie bar nalezy do jego rodziny lub znajomych. Jeszcze bylo ciemno, w barze byl tylko wlasciciel a po chwili ktos przyniols swierzo upieczone buleczki drozdzowe. Z zasady nie jem tam nic „z ulicy” czy baru ale tym razem kupilam 2 buleczki nie mialam zadnych sensacji zoladkowych, bulki byly pachnace i przepyszne.
To oltarzyk w tymze barze, tam wszedzie, na zakretach , w sklepach , przy straganach sa oltarzyki, gdzie ich wlasciciele skladaja ofiary

Dziewczynka w miasteczku, gdzie zatrzymalismy sie na chwile w drodze do Ellory, byc moze jest ona zebraczka, nie wiem.

To i nastepne zdjecia to juz w Ellorze ostatnie zdjecia to juz chyba Ajanta, myla mi sie te dwa miejsca, oba znajduja sie gorach, maja swoja niesamowita hostorie.
To filmik z Youtube nagrany przez jednego z towarzysty podrozy, Marka ( tez na tym filmiku jestem). Marek robil swietne zdjecia i nagrywal filmiki, czesc z moich zdjec tutaj to fotki, ktore on robil, za co jestem mu bardzo wdzieczna , DZIEKUJE! 🙂
W pociagu, jechalismy cala noc, wszystko skrzypialo i klekotalo, nie moglam spac. Bagaze przyczepione klodkami ( wiedzielismy, ze mam miec ze soba klodki) do kabli przymocowanych do siedzen.
To i kilka zdjec zrobilam w aszramie, poniewaz ubrania kobiet bardzo mi sie podobaly